NIE SZUKAJ KOGOŚ Z KIM MOŻESZ ŻYĆ, ALE KOGOŚ BEZ KOGO NIE MOŻESZ ŻYĆ!
mrowkaN.blog.interia.pl
<< Styczeń 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
Przeminęło z wiatrem...
Rok 2012
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
W rolach głównych:
mrowkaN
KIELCE
Zatroskana Matka Dziecka. Zawieszona w czasie i przestrzeni pomiędzy uczelnią a domem. Rzadko dostępna choć ogólnie wolna.
Zobacz mój profil
Księga gości
 
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
1076
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
8
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
0
Notki
2009-12-31 NA TEN NOWY ROK!
Dzieć się buntuje – ogłosiła strajk głodowy i od kilku dni nic nie je, no prawie nic. Ja też nie jem, ale ja to inna historia – odchudzam się, postanowione!
Więcej za to śpi i kolejne ząbki w drodze, więc ogólny bilans wychodzi na plus.

W chwili obecnej nie będę się za bardzo rozpisywała do godziny 24.00 zostało jakiś 10 min, więc życzę Wam: SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!! :) :*

2009-12-28 Ho, ho, ho
      Święta, święta i po świętach. Mogłabym naprawdę różnie je oceniać, ale nie będę narzekała, w końcu to przecież były święta :) Dużo pyszności i jeszcze więcej prezentów, a co najważniejsze same udane prezenty! Dziękujemy bardzo Wszystkim Mikołajom :). Dziękujemy również za życzenia.
       Przez ten czas który mnie tu nie było, wydarzyło się mnóstwo rzeczy. Po pierwsze usprawiedliwiając swoją nieobecność powiem że większość czasu pochłaniała mi nauka (tak, tak, tak to jest jak ma się zaległości na uczelni). Ostatni egzamin zaliczyłam 12 grudnia, czyli porażka jeśli powiem, że było to zamknięcie sesji letniej. Pocieszające jest jednak to ze wszystkie te egzaminy były zaliczone w pierwszych terminach. A później?? Na, a później zaczęły się przygotowania do świąt, porządki (chociaż tych było naprawdę niewiele) et cetera.
      Te moje „postępy” w nauce i całe te egzaminy to jest pikuś przy tym czego naumiała (to słowo bardziej mi się podoba od nauczyła:) Natalia. A więc moje jedenastomiesięczne dziecię potrafi:
- bić brawo
- robić „pa pa”
- dawać buziaka
- stawiać pierwsze kroki
- mówić: ma - ma, ta - ta, ba – ba
- ma też pięć ząbków.

     Dużym osiągnięciem jest tez jedna drzemka dziennie. Wcześniej bywały 2 – 3 z przewagą trzech. Teraz 1 – 2 ze znaczną przewagą jednej i chyba dzięki temu Tuśka nie budzi się już w nocy co pół godziny, chociaż całej nocy i tak nie przesypia. Najważniejsze jednak jest to że część nocy śpi w swoim łóżeczku.

     Nowy Rok już tuż – tuż, a wraz z nim nowe obietnice i nowe postanowienia. Kilka już mam, jednak jak co roku staram, się aby było ich 12 tak po jednym na każdy miesiąc, z czego góra udaje mi się zrealizować sześć, ale uważam, że i tak to całkiem nieźle.
Wiem już też, że styczeń będzie ciężki, bardzo ciężki. Znów czeka mnie nadrabianie zaległości na uczelni, zwłaszcza jednego z dwóch przedmiotów. No a pod koniec stycznia sesja aktualna, więc nie gniewajcie się jeśli w styczniu znów nie będę nic pisała. Wiedzcie, że śledzę co u Was słychać. Trzymajcie za mnie mocno kciuki. Pozdrawiam Wszystkich:*

2009-11-03 Halloween'owe pogaduchy czyli mama ma wychodne.
Ale to było w sobotę. Ale nieważne, najważniejsze że mogłam spotkać się z dawno niewidzianą przyjaciółką i poplotkować odrobinkę.

W sobotę też mama odkryła jaką to niespodziankę skrywa Tusiowy otwór gębowy (czytaj „pyś”:). Otóż, tadam! MAMY ZĄBKA! Tak! Wreszcie, tak długo wyczekiwany, raczył wyjść z ukrycia. Muszę przyznać, że choć od dawna wypatrywaliśmy ząbków, to było to zaskoczenie, gdyż Natalia w ogóle nie marudziła. A wręcz przeciwnie! Nawet ostatni jej się poprawiło i przez jakieś trzy noce z rzędu budziła się TYLKO po razie, a nie jak zawsze co godzinę.

A dzień Wszystkich Świętych? Cóż, minął bardzo szybko, zwłaszcza, że jego popołudniową część spędziliśmy w podróży. Rano K. pojechał ze swoim tatą na groby w okolice Ostrowca. My z Tusią zostałyśmy jednak w domu. Przed podróżą powstrzymała nas perspektywa godzinnej jazdy w jedną stronę, tudzież w drugą tyle samo, doliczając do tego pewnie kolejną godzinę spędzoną na cmentarzu. To nie jest to co dziesięciomiesięczne tygryski lubią najbardziej, zwłaszcza w taką pogodę jaka była owego dnia. Za to po południu zabraliśmy moją mamę z pracy i pojechaliśmy do jej rodzinnej miejscowości. Na cmentarzu w S. zapaliliśmy świeczki na grobie mojego braciszka,, oraz pradziadków. I w zasadzie na tym się skończyło, bo było zbyt chłodno na spacer.
W Zaduszki „Dziadów” nie odprawialiśmy. Mama też miała wychodne, już nie w celach towarzysko – relaksacyjnych lecz naukowych i kilka godzin spędziła w czytelni na pisaniu zaległej pracy. Oczywiście nie będzie to chyba zaskoczeniem, gdy napiszę że z pracy powstał tylko wstęp. Jak to ponoć mówią, najtrudniejsze są zawsze początki. No, powiem szczerze, że rzeczywiście łatwo nie było i liczę na to, że teraz to już pójdzie z górki.
Dziś nie tylko pracy nie udało mi się napisać, ale również moje odchudzanie skończyło się zanim się w ogóle rozpoczęło. Buuuu, a to przez moje gapiostwo. A byłam tak pozytywnie nastawiona.
Cóż, może następnym razem.

1. P.S. Z tipsów jestem mega zadowolona, chociaż K. mówi, że wyglądają dziecinnie. Jutro postaram się zrobić zdjęcie telefonem i może uda mi się ją tu zamieścić.

2. P.S. Pisałam już, że ostatnia zmiana czasu ma na mnie niesamowicie korzystny wpływ?


3. P.S. Tutaj znajdziecie coś fajnego do poczytania i pooglądania.

2009-10-30 Jak najbardziej pozytywnie!!
Mam mały problem, tzn. generalnie problem to nie jest, ale chciałabym zmienić nieco wygląd bloga, a nie potrafię tego zrobić. Chciałabym dodać kilka drobnych rzeczy i przede wszystkim sprawić by był bardziej przejrzysty i czytelny. Jeśli ktoś będzie potrafił mi pomóc to bardzo proszę o odzew.

A tak poza tym to muszę powiedzieć, że czuję się świetnie! Naprawdę! Jakoś wszystkie smutki i troski poszły sobie gdzieś w kąt i śpią, a razem z nimi poszła sobie złość i niepewność. Jestem jakby bardziej pełna optymizmu i energii. Nie wiem co jest tego powodem, ale podoba mi się to bo z radością wyglądam nadchodzącego dnia:) Przy takiej dawce pozytywnej energii jest większa szansa, że dieta którą planuję rozpocząć w poniedziałek pójdzie zgodnie z planem.

Tak dawno już nie miałam tipsów, że mam ochotę zaszaleć i to tak porządnie. Strzelić sobie z jakimiś kosmicznymi wzorami, albo doczepianymi bajerami, jednak rozsądek bierze górę nad fantazją i zostanę przy czymś bardziej delikatnym. Nie tylko ze względów estetycznych, ale i praktycznych, bo dziesięcio czy nawet pięciocentymetrowe tipsy przy małym dziecku bardziej będą mnie wpędzały we frustrację, a tego bym nie chciała.

Dodałam do linkowni kilka nowych ciekawych blogów szafiarek. Bardzo mnie one zaciekawiły i być może staną się inspiracją do pewnych zmian jakie mam zamiar wprowadzić w swoim dotychczasowym życiu. Ale o tym innym razem.

Teraz już kładę się spać, bo Natalia już śpi, K poszedł się zrelaksować przy piwku a aj nie lubię tak sama, po cichu i w ciemności siedzieć. Dobranoc :)

2009-10-29 Podsumowując!

Jak to mówią „ślepemu zawsze wiatr w oczy” i muszę przyznać, że coś jest z tym na rzeczy. Mnie to po prostu ostatnio szczęście omija szerokim łukiem. Nie będę pisała w tym momencie o swoich frustracjach, bo długo by o tym pisać, a blog nie miał być o moich smutkach. Nie ukrywam, że czasami co nieco się wkradnie.


Wracając do ogółu to po miesiącu zajęć na uczelni, mam już serdecznie dość. Ciągną się za mną nadal zaległości z okresu kiedy byłam przed porodem no i później połogu, ale usprawiedliwiam się, że wolno mi było. Zresztą, po prostu było mi to potrzebne. Nie zmienia to jednak faktu, że nie przewidziałam konsekwencji tego i tak oto jestem na 4 roku studiów, mając nie zaliczone ćwiczenia z roku trzeciego. Na moje szczęście wszyscy (no może prawie) idą mi na rękę i przedłużają sesję:)

Dobra, to na tyle byłoby o mnie (przynajmniej do momentu kiedy znów nie najdzie mnie na zwierzenia).

Pisałam już chyba, że chodzimy z Natalią regularnie - co sobota – na basen. Niunia jest bardzo dzielna, rozgadana, wesoła, a co najważniejsze nie boi się wody. Ostatnio nawet nurkowała (!), ale to nadal nie usprawiedliwia faktu, że wręcz nie znosi pływać na plecach. Ja jednak nie zamierzam jej do tego zmuszać, na wszystko przyjdzie czas. Tusia ogólnie poczyniła ogromne postępy w rozwoju fizycznym i intelektualnym. W miarę tego jak Natalia zaczęła przemieszczać się co raz sprawniej to w mieszkaniu zaczęły pojawiać się różnego rodzaju blokady i zabezpieczenia. Zaczęło się oczywiście os zabezpieczenia kontaktów, by nie wkładała do nich paluszków, bo cieszyły się one ogromną popularnością. Następnie pojawiła się blokada na piekarnik, bo mała akrobatka potrafiła zawisnąć na drążku od drzwiczek, aż wreszcie przyszła pora na blokadę szuflad (póki co jednej, tej najniższej), gdyż jej zawartość (szuflady of kors:) lądowała porozrzucana w całej kuchni.
Tusia wyrośnie nam chyba na jakąś intelektualistkę, jest bardzo mądra, szybko kojarzy fakty. Podczas ostatniej wizyty u babci pokazałam jej jak gra się na cymbałkach. Nie minęła chwila a Natalia SAMA wzięła do jednej rączki pałeczkę a do drugiej cymbałki i próbowała uderzać!
Oooo, normalnie zapomniałabym o najważniejszym! Natalia wypowiada to MAGICZNE słowo: MAMA. Ach jak to pięknie brzmi i jest ukojeniem dla spękanego całodziennymi troskami serca rodzicielki.

Tak jak już jakoś wcześniej pisałam, że dopadł mnie jakiś kryzys , to teraz napiszę, że postanowiłam temu przeciwdziałać a mianowicie:

1. Droga Ewelinko (mam nadzieję, że zaglądasz tu jeszcze czasem) niestety moja sesja nadal przeciąga się w nieskończoność, dlatego nie będę mogła na razie pozwolić sobie na częste, regularne wypady na basen. Jednak jak tylko nie będziesz jechała do domu na weekend to możemy w jakiś piątek czy sobotę wybrać się na godzinkę popływać.

2. Ponieważ z powodu przyjmowania przeze mnie leków musieliśmy zrezygnować z karmienia Tusi piersią POSTANOWIŁAM, że od najbliższego poniedziałku przechodzę na dietę. Dietę kopenhaską. Zobaczymy co z tego będzie.

3. Uważam, że trochę egoizmu człowiekowi nie zaszkodzi, a wręcz pomóc może, to pomyślałam że warto o siebie wreszcie troszeczkę zadbać i umówiłam się w sobotę na tipsy.

Na koniec chciałam jeszcze napisać, że wydawało mi się iż bycie matką idealną jest nierealne, a tymczasem proszę, okazało się, że jak się naprawdę bardzo chce to można. Doskonałym przykładem jest Monstermama. Jak dla mnie niekwestionowany autorytet w tej dziedzinie.

Znów mi się przypomniało coś ważnego, więc będzie jeszcze jeden koniec. Moi Rodzice obchodzą dziś 26 rocznicę ślubu. Bardzo serdecznie im gratuluję i pomimo, że jak w każdym związku zdarzały się lepsze i gorsze momenty to nadal są razem i życzę im z całego serca kolejnych tylu lat razem.

2009-10-03 Październikowo...

„Uwielbiam” długie, samotne, jesienne wieczory (sic!). Nastał październik. Nie to żebym nie lubiła jesieni, bo owszem lubię kolorowe liście opadające z drzew i tworzące wielobarwny „dywan” pod stopami. Lubię spadające kasztany i świeże orzechy włoskie. Ale nie lubię zostawać w domu sama. Nie lubię kiedy K wychodzi z kolegą na piwo, a ja zostaję w domu sama ze śpiącą Natalką.

Październik to nie tylko przyjemności, ale i obowiązki, a jakie?? Od poniedziałku zaczynają mi się zajęcia na uczelni i znów z jednej strony ciesze się, że wreszcie będę mogła spotkać się ze znajomymi z grupy, ale z drugiej jak zobaczyłam plan zajęć i ogrom ćwiczeń, seminariów i różnego rodzaju konserwatoriów, to mi się z leksza tęskno zrobiło za wakacjami. Dodatkowo muszę nadrobić zaległości powstałe po nie do końca zaliczonej sesji zimowej poprzedniego roku akademickiego, ale niestety nie mogłam być w dwóch miejscach jednocześnie: na porodówce i na egzaminie :).

Jakoś do tej pory nigdy nie wierzyłam, albo po prostu nie dopadła mnie prawdziwa jesienna depresja . Tym razem jest inaczej, tzn. nie twierdzę, że mam depresję, ale jakiś taki nastrój hmm(?) melancholijny? nostalgiczny?. Nie wiem. Po prostu ostatnio jakby mniej rzeczy mnie cieszy. Nawet to, że moje dziecko już pięknie raczkuje, i przemierza na kolanach zakamarki mieszkania jakoś przestało mnie cieszyć a przeszło do porządku dziennego. Ha! nawet nie tylko raczkuje, ale już wstaje wspierając się na czym popadnie, krześle, kanapie, łóżeczku, mojej nodze itp.

 

Jakoś brak mi też motywacji by wcielić moje plany i zamiary w rzeczywistość. Nie są one jakieś szczególne, po prostu, ot coś dla siebie, ale weź tu człowieku i zrób jak mi się nie chce!

A co do tych planów to oczywiście za każdym razem obiecuję sobie, że zacznę częściej pisać blog. Poza tym w planach jest/ było/ będzie zapisanie się na osiedlowy basen, bądź do klubu fitness bo przy moim obecnym apetycie i braku jakiejkolwiek aktywności fizycznej to niebawem zamienię się w pączka, albo (jak to teraz bardziej popularnie się mówi) pyzę. Zresztą już boję się wejść na wagę. Fiaskiem skończyła się też pewna dieta, a mianowicie rezygnacja z jedzenia pieczywa i ziemniaków. Ziemniaków owszem nie jadam nadal, ale bez pieczywka obejść się nie potrafię.

 

U nas to w ogóle dużo się dzieje, tylko nie mam okazji, żeby siąść i wszystko spisać. Np. dnia 16 września 2009 r. odbył się chrzest Natalii. Było sporo gości, ale Natalia czuła się bardzo dobrze, nawet w kościele nie marudziła (za bardzo) a tego chyba obawiałam się najbardziej. Niestety fotografii z tej jakże ważnej uroczystości brak, gdyż zaaferowani rodzice, zapomnieli wziąć z domu aparatu. Oczywiście sytuację uratowała ciocia Kasia i matka chrzestna Natalii - Jola , które (jak to się mówi) miały głowę na karku i o aparacie nie zapomniały. Jednak w rzeczywistości nawet gdybyśmy ten aparat mieli to i tak by to niewiele zmieniło, gdyż zaginęła nam gdzieś końcówka od ładowarki i ni jak nie da się naładować baterii i aparat leży gdzieś na półce z rozładowaną baterią i czeka na „zbawienie”, aż znajdzie się końcówka. Chociaż w takiej sytuacji nie wiem czy nie lepszym rozwiązaniem będzie zakup nowego aparatu.

 

Tydzień temu w sobotę po raz pierwszy byliśmy na zajęciach w szkółce pływania dla niemowląt. A we wtorek nawet byliśmy za koleżankę Tusi, która niestety troszkę przychorowała. Natusi ogólnie się podoba, bardzo lubi wodę, jednak za nic nie chce pływać na plecach, ale jak sam instruktor powiedział - nie należy zmuszać bąbli do wykonywania ćwiczeń na które nie mają ochoty. Tak więc my nie zmuszamy, czekamy cierpliwie, aż przyjdzie pora i Natalia sama z łaski swojej „położy” się w wodzie na plecach. Tak jak czekamy na to, aż prześpi CAŁĄ noc bez budzenia się, bo na chwilę obecną wygląda to tak, że Tusia śpi ze mną bądź z K. w łóżku i budzi się co 30 - 40 minut.

 

Tak dawno mnie nie było i tyle myśli mi chodzi po głowie, że nawet nie za bardzo wiem o czym pisać. Postaram się jakoś ogarnąć, zebrać w sobie i powoli krok po kroku zrealizować założone cele:
# do końca października nadrobić zaległości z sesji czerwcowej
# do końca grudnia narobić zaległości z zeszłorocznej sesji zimowej
# zapisać się na basen lub fitness
# iść do kina na „Galerianki”
# ...

A teraz już jest wieczór, a w zasadzie noc. Natalia śpi słodko obok mnie, a ja marzę by siąść na dywanie przed kominkiem z dobrą książką (byle tylko nie historyczną ) w jednej ręce, a w drugiej z lampką słodkiego, czerwonego wina. A później zasnąć i spać snem nieprzerwanym co najmniej 8 godzin.

Choć nie mamy w mieszkaniu kominka i w zapasie słodkiego czerwonego wina też nie i choć nie mogę już liczyć na ośmiogodzinny sen to mówię wszystkim DOBRANOC :*

2009-09-18 Wreszcie!

Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?!!
Już któryś raz z kolei usiłuję wkleić nową notatkę na blog i za każdym razem jest coś nie tak! A to najpierw zdjęcia nie chcą się wkleić, a to później internet tak wolno działa, że aż komputer pada, a to znów nie mogę się zalogować! Pytam: Jak długo jeszcze??

No. Generalnie to zaglądam tu teraz na chwilę by powiedzieć, że już jesteśmy. Cali, zdrowi wypoczęci i pełni pozytywnej energii by stawić czoło nadchodzącej wielkimi krokami jesieni. Wróciliśmy co prawda jakieś 2 tyg temu, ale tak pisałam wyżej, wszystko na ziemi i niebie było przeciw mnie i nie mogłam nic napisać. Żałuję też ogromnie ze nie mam takiego talentu do pisania jak Mama Trusi i nie jestem tak systematyczna jak Monstermama bo gdyby tak było to relacje z wakacji pisałabym na bieżąco bo internet w hotelu oczywiście był! Cóż muszę się z tym pogodzić i teraz nadrobić zaległości.

Podróż nad morze przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Oczywiście skłamałabym, gdybym napisała, że Natusia nie marudziła, ale nie było tak źle jak to sobie wyobrażałam. Generalnie dzięki temu że wyjechaliśmy jeszcze w nocy to Niunia większą część drogi przespała. Mieliśmy 3 krótkie postoje na zmianę pieluchy i karmienie oraz jeden dłuższy który przeznaczyliśmy na spacer po Gdańsku, zakupy i obiad.

Dodam tylko, że w drodze powrotnej było podobnie.

 

A w ogóle przez tą całą wyprawę nad morze to Natusia chyba przyzwyczaiła się do jazdy samochodem, zrozumiała, że musi siedzieć w foteliku i jak dojedziemy na miejsce to ją z niego wyciągnę. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo teraz już nie ma większych problemów z podróżami.

Pogoda nam sprzyjała i humory też były OK, a to najważniejsze.

Spacer po Starym Mieście w Gdańsku:

 

Na plaży, na plaży fajnie jest!

 

Kąpiel w warunkach hotelowych:)

 

I wracamy :)

 

A to już po powrocie. Basen:)

Póki co nie chce wstawiać więcej zdjęć w obawie, że znów komputer się "zamuli". Postaram się robić to przy okazji kolejnych wpisów - w miarę na bieżąco.

2009-08-20 Już za kilka godzin...
Jeśli chodzi o przedwyjazdowe zakupy to najważniejsze mamy już z głowy, a mianowicie wózek.

We wtorek nabyliśmy nowy brązowo – pomarańczowy Pliko Switch Peg-Perego. Po jeździe próbnej muszę przyznać, że sprawuje się rewelacyjnie, ale zobaczymy czy przejdzie najważniejszą próbę – plażową.

A jak nastroje przed wyjazdem?? Hmm K z Maleństwem wybyli w miasto załatwiać jakieś „bardzo ważne” sprawy. A ja zostałam z praniem i stertą rzeczy to uprasowania. Ja nie wiem czy do jutra się wyrobię. Czeka nas też pakowanie, i z tego co widzę to nie ma rzeczy którą można by było uznać za zbędną. Zabieramy wszystko, no prawie wszystko!!
Najbardziej jednak obawiam się podróży i tego jak Natalia zniesie około 9-cio godzinną jazdę samochodem. Oczywiście planujemy wyjechać w nocy, bo wtedy jest szansa, że chociaż część drogi Niunia prześpi. Chociaż przy jej częstych nocnych pobudkach jakoś tracę nadzieje. Jak będzie bardzo źle, to najwyżej przesiądę się z Małą do pociągu:) Nie ominą nas też częste postoje. Liczę jednak na to, że w sobotę o 18.00 bedziemy już nad morzem:)

Nie wiem, czy znajdę jeszcze czas by zajrzeć tu przed wyjazdem, ale mam nadzieję, że w hotelu do którego się wybieramy będzie internet, bo laptopa ze sobą bierzemy.
Teraz zmykam do prasowania.

A więc do zobaczenia na wakacjach.

P.S. Trzymajcie kciuki za ładną pogodę. Żeby chociaż nie padało! :P

2009-08-18 POTRZEBNA POMOC

Jeśli możesz pomóc - zrób to!!!

pomocdlapawelka.blox.pl/html

swiderki.blox.pl/2009/08/POMOZMY-PAWELKOWI.html

 

2009-08-17 Zdjęcia

Korzystając z tego ze moje Maleństwo słodko sobie śpi, a K jeszcze w pracy wklejam  obiecane zdjęcia.

Weekend na wsi:

 

Mała woda:

i duża woda:

I to póki co byłoby na tyle, ale dzień dopiero przed nami i mam nadzieję, że wieczorkiem znów uda mi się wygospodarować kilka minut by napisać co nieco o wrażeniach dnia dzisiejszego.

:)


Zobacz serwisy INTERIA.PL